Góry,  Wielka Brytania

Różowe owce i Walia poza szlakiem

Błądzę we mgle

Akcja miała miejsce w Parku Narodowym Snowdonia w północno-zachodniej części Walii. Park ma charakter górzysty i jest dachem Walii. Dachem Walii dlatego, że obejmuje między innymi najwyższy szczyt, czyli masyw Snowdon (1085 m n.p.m). Jest to bardzo popularny punkt widokowy i można tam wjechać kolejką parową. Tak, są tam tory i stacja kolejowa. Często występuje też mgła, czyli słowo klucz do dalszej opowieści.

Snowdon we mgle

Snowdon Peak był moim pierwszym celem. Podobno widoki ze szczytu są przepiękne i jestem w stanie w to uwierzyć. Trafiłam na mgłę i bardzo słabą/zerową widoczność, ale były owce. Był też oznaczony szlak, co jak się później okazało, nie jest takie oczywiste w tym kraju.

Skały na szlaku

Należy wspomnieć, że ogromne trawiaste powierzchnie są co jakiś czas ogrodzone. Wygląda to mniej więcej tak, jakby wchodziło się na teren prywatny i w sumie tak jest, ale w Wielkiej Brytanii mają z tym luz. Jedyne o czym należy pamiętać to zamykanie bramki za sobą, żeby owce nie uciekły. W większości takie bramki mają konstrukcje idiotoodporną, często występują w nich mechanizmy obrotowe i samozatrzaskujące się.

Błądze we mgle, który to już rok. Trzyma mnie jak klej - kto? - ...

Dobra, wracając do samego szczytu, można się na niego dostać na wiele sposobów. Przez łagodne wzniesienie, szlakiem wzdłuż torów, trudniejszym szlakiem graniowym lub jeszcze inną drogą. Wszystkie ścieżki można pooglądać sobie wcześniej, używając ludzika z google maps i na podstawie tego podjąć decyzję. Przy bardziej popularnych wejściach parkingi są płatne. Wchodząc na szlak od Rhyd-Ddu samochód można zostawić przy płocie.

Kliknij na mapkę aby zobaczyć przebieg trasy

Z rzeczy praktycznych dodam jeszcze, że przy mglistej pogodzie nie należy się spodziewać, że kolejka pojedzie, ani tego, że schronisko na górze będzie otwarte. Łącznie trekking zajmuje około 4-6h, zatem trzeba to wziąć pod uwagę pakując plecak. Owce będą zawsze.

Owca na horyzoncie

Owce są kolorowe tj. oznaczone sprayem, żeby się nie pomieszały zbytnio. Raczej nie podchodzą do ludzi, żują sobie majestatycznie trawę i beczą. Właściwie to ich terytorium, dlatego trzeba patrzeć pod nogi. Jak im się zachce, to nawet pozują do zdjęcia.

Ciekawą sprawą w Walii są podwójne nazwy na znakach, wszędzie, na drodze też. Najpierw po walijsku, pod spodem po angielsku.

Walijski znak drogowy

Język połamany

Przerywnikiem pomiędzy górami niech będzie informacja o pewnej miejscowości. Jest to miejscowość o najdłuższej nazwie w Europie i brzmi ona po walijsku tak Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch

Z nazwą związana jest wysoka pozycja także w innych rankingach światowych i europejskich. Zdecydowanie jest to miejscowość turystyczna i charakterystyczny punkt programu wycieczki. Oprócz nazwy i stacji kolejowej, przy której wszyscy robią sobie foty, jest tam jeszcze pub i domy. Jeśli kogoś zaintrygowała nazwa miejscowości pod kątem wymowy, pomocna może okazać się specjalna piosenka.

Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch

Sprężysta zieleń

Dobra przyznam się. Kiedy na początku maja pakowałam darmowy bagaż podręczny, wrzuciłam te krótkie spodenki, bo nie zajmują za dużo miejsca. Nie wierzyłam jednak, że je ubiorę. Mając z tyłu głowy raczej umiarkowany klimat z licznymi opadami, nie zabrałam żadnego kremu z filtrem.

Kara przyszła szybko.

Wilgotna, mglista pełna owiec Walia, zmieniła się w słoneczną krainę sprężysto zielonych pagórków. Wciąż z owcami. Głęboka wszech będąca zieleń, było przepięknie, jak w bajkowej krainie. Generalnie to miałam wrażenie, że jak mocniej ścisnę garść trawy to popłynie zielona farba, serio.

Panorama Park Narodowy Snowdonia

Kolejnego dnia wyprawy, ruszyłam dalej z eksploracją. Wybór padł na Glyder Fawr.

Samochód można zostawić na jednym z płatnych parkingów przy drodze, warto mieć ze sobą gotówkę.

Pan Walijczyk parkingowy, przekazał lakonicznie jak mniej więcej dotrzeć na wspomniany szczyt.

Także tego „you must go prosto!”.

No to poszłam tak jak widziałam, przed siebie, przez owce, rzeki, skały i liczne bramki.

Panorama widoki z trasy na Glyder Fawr

Szłam po skalistym zboczu prosto na najwyższy punkt w zasięgu mojego wzroku. Jak można się domyślić szlaku nie było i na docelowy szczyt nigdy nie dotarłam.

Bunkrów też nie było, ale było wspaniale. Siedziałam gdzieś na skraju skalnego zbocza z przepiękną panoramą na pasmo Gór Kambryjskich. Widziałam jak ciuchcia sunie na Snowdon Peak, jak zieleń staje się jeszcze bardziej zielona. Jakbym była na innej planecie. I ten dziewiczy mech pod palcami, nawet owce tu nie wlazły, moja osobista lwia skała, przynajmniej na tamten moment, ale zawsze coś.

Widoki z trasy

Nie tylko góry

Snowdonia to także kilkadziesiąt kilometrów linii brzegowej. Kręcąc się po tej części wyspy warto zjechać chociaż na chwilę i zamoczyć pół stopy w Morzu Irlandzkim. Sama trasa już z poziomu samochodu wygląda sielsko i bardzo ładnie.

Z widokiem na morze

Walia jest cudownym miejscem na trekking i każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Na końcu odniosę się jeszcze do wspaniałej pogody. Po powrocie do Anglii, jedząc burgera w Oxfordzie wzbudziłam zainteresowanie kelnerki swoją czerwienią. Chciałam być miła i opowiedziałam jej całą historię, ale moją odpowiedź o słonecznej Walii, potraktowała raczej ironicznie. Cóż, przynajmniej nie miałam okularów przeciwsłonecznych, więc spaliłam się równomiernie.

Poczytaj także o skalistym wybrzeżu Anglii.

K.

Podaj dalej!
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *